Jak na tureckim targu, czyli jak zepsuć cały nastrój

Uwielbiam swobodnych ludzi. Ok, zamykamy za sobą drzwi hotelowego pokoju, Twojego mieszkania, samochodu, miejsca, w którym jesteśmy sami i bawimy się: konwencją, słowem, dotykiem, pieszczotami. Czasem robisz ze mnie uległą sukę, sprawiasz, że moje pośladki oblewają się purpurą po solidnej chłoście, prowadzasz na smyczy i rżniesz mnie w gardło. Czasem potrzebujesz delikatnego, zmysłowego seksu. Pozwalam Ci na wiele. Nie znoszę jednak dwóch rzeczy: niedotrzymania wcześniej zawartych umów i targowania się o moje ciało.

Kilka tygodni temu zaczęłam spotykać się z nowym mężczyzną. Około czterdziestki, łysawy, z brzuszkiem, niezbyt zamożny, sympatyczny i inteligentny, choć z tak wysoko zadartym nosem, że powodował u mnie zaniżenie samooceny co najmniej o połowę. Dziwny człowiek.

Za pierwszym razem spotkaliśmy się w niezbyt klasowym hotelu. Nieco obskurne miejsce, przypominające akademik, małe pokoiki doskonale pamiętające zjazdy PZPR i pijackie imprezy członków partii. Małe, jednoosobowe łóżko. Przytłaczające miejsce.

Po 2 minutach od zamknięcia drzwi, bez żadnych ceregieli, byłam już naga. Weszliśmy do łóżka. Ledwo mnie dotknął, a już chciał pakować się do mojego wnętrza. Ale cóż – zadaniem dziwki nie jest przecież narzekanie, tylko spełnianie fantazji. Ochoczo więc rozłożyłam uda, sugestywnie poruszałam biodrami i zachęcałam go by wszedł w moje wnętrze jak nóż w masło. W ostatniej chwili zobaczyłam, że…

- Hola hola, dlaczego nie masz gumki? – zapytałam zadziornie zginając nogę i opierając kolano o jego tors tak, że nie mógł we mnie wejść.
- Oj tam, przecież będę uważał… – zaczął skomleć.
Zabiłam go wzrokiem.
- No coś ty… – kontynuował skomlenie patrząc mi w oczy wzrokiem spaniela stojącego na deszczu. – Będę bardzo ostrożny, dobrze? Kochanie, słoneczko, kwiatuszku…
Przez ostatnich kilka sekund słuchania tego słodkiego pierdzenia i jęczenia niczym dziewica wbijana na pal moja pizda wyschła na wiór. Bo to, czego nienawidzę, na co mam alergię na dupie, to jęczenie. I zmiana wcześniejszych ustaleń.

A ustalenia zawsze są jasne. Trzy z nich są niezmienne:
1. Pieniądze zawsze na początku spotkania.
2. Seks tylko w gumce.
3. Gumki kupuje klient.
Skąd trzeci punkt, zapytacie? Ano stąd, że wielu facetów ma uczulenie na ten czy tamten składnik, wiedzą jakiego mają kutasa i w jakiej gumie czują się najlepiej. Więc zostawiam im ten radosny obowiązek. Ja biorę tabletki, oni mogą zakładać do pracy kalosze. Ot i cała filozofia.

Wracając do skomlącego nieszczęśnika.

Zakłada gumę. Spluwam na rękę, masuję cipkę, nawilżam, rozluźniam. Zerżnął mnie, było przyjemnie, nie powiem, że nie. Miał dużego fiuta, wypełniał mnie całą, a ja podpompowałam jego ego jeszcze bardziej jęcząc jakby mnie rżnęło stado King Kongów, choć de facto wyszłam z hotelu niezaspokojona i musiałam wstąpić po drodze do domu do stałego kochanka.

Gdy Pan Przerost-Formy-Nad-Treścią skończył, spuścił się w gumkę, zdjął ją, skrzętnie zapakował w chusteczkę i schował do kieszeni (coby obsługa się nie domyśliła co robi facet z kobietą wynajmując pokój na całą noc a spędzając tam godzinę) i ubrał się – usiadł majestatycznie na łóżku i wyciągnął sfatygowany portfel.

- Może bym ci zapłacił, hmm?
No tak. Nienawidzę, gdy tak się ze mną drażnią. Ale dobrze, gnoju, zagram w tę twoją grę. Niektórzy lubią, gdy pieniądze, które mi płacą, traktowane są z namaszczeniem, a kurwa prosi się o nie jak psiak o jedzenie.
Opadam więc w pończochach i pasie do pończoch na tę wykładzinę, która niby wygląda na czystą, ale mam do niej koszmarne obrzydzenie. Na czworaka, kusząco poruszając biodrami i patrząc mu prosto w oczy podchodzę blisko. Zastygam, gdy moja głowa jest między jego udami. Unoszę ją nieco, uśmiecham się kącikiem ust i wciąż patrząc mu w oczy rozchylam wargi. Wiem, że faceci to lubią. To takie brudne, tak uwłaczające. Czasem lubią mnie właśnie tym gestem dobić.
Uśmiecha się. Wyciąga pięćdziesiątki z portfela i przelicza.
- To co? 200? – pyta całkiem poważnie.
Kurwica mnie trafia. Ale trzymam fason.
- Dlaczego 200? Umawialiśmy się na 400. Nie podobało ci się jak obciągam? – pytam zalotnie, choć mam ochotę wstać i strzelić mu w ryj.
Uśmiecha się. Patrzy mi w oczy, zastyga w bezruchu na kilka sekund. W końcu wyciąga jeszcze cztery pięćdziesiątki, składa banknoty na pół i powolnym ruchem wsuwa mi między zęby. Przygryzam, uśmiecham się, wstaję, wyciągam je z zębów i wrzucam niedbale do torby.

Już więcej się nie spotkamy. On tego jeszcze nie wie, ale w moim zawodzie, gdy jest się freelancerem, ma się przywilej wybierania sobie klientów. Czym innym jest korzystanie z usług kurwy, a czym innym traktowanie jej jak szmaty. Dlatego pan już za 2 tygodnie spotka się z tańszą, starszą, brzydszą, która nie będzie narzekać na stówę za godzinę. A ja, gdy tydzień później będę spacerować po starym mieście i minę go wraz z jego kolegami, ostentacyjnie wpakuję język po migdałki mojemu facetowi, który złapie mnie tak czule i seksownie za pośladki, że mojemu byłemu klientowi stanie na sam widok.

Ach, no tak. Mam partnera. Nie wspominałam?